Navigation Menu+

Mój własny schemat żywienia

Opublikowano dnia 25 maja 2013 w kategorii Moja metoda, Żywność | 2 komentarzy

Na wstępie tylko zaznaczę, że naczytałam się schematów żywieniowych dzieci karmionych mlekiem z piersi i na wszelki wypadek – także tym modyfikowanym, choć mojego synka to nie dotyczy, no ale na wszelki wypadek. Od przybytku głowa nie boli…
Otóż wprost przeciwnie!!! Boli i to bardzo.
Wszystko, co przeczytałam, namąciło mi w głowie, więc w końcu na podstawie niektórych, powtarzających się reguł, opracowałam własny schemat.
Postaram zatem wyjaśnić, dlaczego robię tak a nie inaczej.

W myśl zasady, że dzieciom karmionym mlekiem z piersi – wystarczy ono praktycznie przez pierwsze pół roku życia, z „nowinkami” zaczęliśmy stosunkowo późno, bo pod koniec piątego miesiąca życia naszego syna.

1. Kaszki.
Na pierwszy ogień poszedł bezmleczny, czysty (niesmakowy) kleik ryżowy w ilości 2-3 łyżeczki – i patrzyłam, co będzie. Nic nie było, za wyjątkiem gęstszych stolców, więc z każdym dniem synuś dostawał trochę więcej. Następnie kupiłam kaszkę mannę Nestle – też bez dodatku owoców (ok. 10 zł) i pod koniec piątego miesiąca zaczęłam podawać pierw po łyżeczce (tak ok. 5 dni), a ponieważ synek dobrze zareagował na mannę (żadnych wymiotów, żadnych zaparć), to po skończeniu kleiku, robiłam mu porcję manny w ramach śniadania.
Co do wielkości porcji – zaczęłam od 1/3 porcji podawanej na opakowaniu. Potem przyszła kolej na kaszki mleczno – ryżowe, ale nadal bez dodatku owoców.
Synek miał prawie 8 miesięcy, gdy dostał pierwszą kaszkę z dodatkiem owoców – dlaczego?
– o tym poniżej (vide pkt 3).

2. Obiadki.
Jeżeli chodzi o dania obiadowe, to generalnie – sama nie gotuję, bazuję na słoiczkach.
Nie gotuję sama z powodu:

  • lenistwa,
  • braku czasu,
  • braku pomysłów,
  • braku pewności co do kompilacji warzyw i mięsa (jakichś składników z jakimiś nie warto łączyć, bo wtedy stają się bezwartościowe),
  • braku umiejętności przełożenia ilości warzyw i mięsa na dwie porcje dla dziecka (tzn. nie wiem i nie chce mi się obliczać, ile poszczególnych składników musiałabym kupić i ugotować, żeby mieć na dwa obiadki dla synka – bo przecież raz ugotowana zupka nie może stać dłużej, niż dwa dni, w dodatku trudno jest dostać „od tak” w mięsnym królika…),
  • co więcej, to wszystko musiałabym zblendować (dodatkowy czas, prąd, etc.).

Zatem przyjęłam zasadę „miesiąc później”, tj. jeżeli moje dziecko ma aktualnie już prawie 9 miesięcy, to dostaje dania po 7 m.ż. Staram się też stopniowo wprowadzać nowe składniki.

Po eksperymentach kaszkowych, ruszyliśmy z daniami obiadowymi, jednoskładnikowymi. „Na pierwszy ogień” poszła marchewka Gerbera w ilości 3 łyżeczek – i to był błąd (!).
Gdzieś nie doczytałam, że marchewka zagęszcza stolec. I to jak zagęszcza! Biedny synuś walczył dwa dni, a ja mentalnie razem z nim. Następną marchewkę podałam Mu dopiero po 3 tyg. od tamtej feralnej niedzieli.
Po tej nieszczęsnej marchewce – przez dobry tydzień gotowałam mojemu dziecku codziennie małego ziemniaka, przecierałam przez sitko i dodawałam mojego mleka, żeby było bardziej płynne. I synuś uczył się jeść.
Potem wprowadziliśmy ziemniaka ze szpinakiem (polecam Hipp przed Bobovitą – mam wrażenie, że Hipp ma te dania najsmaczniejsze) – w ilości pół słoiczka dziennie, znowu przez 5 -6 dni. Oj, tu już się zaczęło mlaskanie :)))) Potem była dynia z ziemniakami (też Hipp). Po dwuskładnikowych – poszła zupka jarzynowa (czyli 3 składniki). Pewnego dnia podałam mojemu dziecku cały słoiczek na obiad, wszamał bez protestów i tak już zostało :)))
Jak synuś miał prawie 7 miesięcy – wprowadziliśmy ostrożnie mięso. Na początku pół słoiczka mięsnego z połową marchewki. I było okay.
Aktualnie moje dziecko dostaje danie mięsne co drugi dzień. Obowiązkowo raz w tygodniu – obiadek z rybką.

3. Owoce.
Pierwszy deser pod postacią musu z jabłek, synuś dostał po dobrych 4-5 tygodniach jedzenia jarzynek. Bałam się, że jak raz zasmakuje w owocach, wypnie się na warzywa.
Deserki mają generalnie w naszym menu zadania specjalne. Po pierwsze – uzupełniają mniejsze i bezmięsne porcje obiadowe. Po drugie – regulują stolec.
Aktualnie moje dziecko dostaje deserek w ilości pół słoiczka co drugi dzień.

4. Przekąski, soki owocowe, herbatki, etc.
Uznaniem mojego syna cieszą się chrupki kukurydziane, więc wsuwa je od czasu do czasu w ilości 2-3 (o długości ok. 5 cm) pod naszym czujnym okiem.
Synek jakiś czas temu wypiął się dokumentnie na butelkę, więc pojenie Go między posiłkami jest jak zdobywanie nowej umiejętności harcerskiej. Próbujemy z soczkami przecierowymi i czystą wodą. Herbatka koperkowa jest fuj.

2 komentarze

  1. Ale Hipp ma podobno sól w obiadkach i cukier w deserkach… 🙁

    • Tak, niektóre deserki Hipp od 4 mż zawierają cukier (np. morele), ale nie wszystkie (np. banany), dlatego trzeba czytać etykiety. Co do obiadków Hipp, sól pojawia się w tych od 7 mż. Czy we wcześniejszych też (?) – tego nie wiem. W obiadkach Hipp po 15 mż są już natomiast oregano, papryka, bazylia…

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *