Navigation Menu+

Czas na fotelik

Opublikowano dnia 11 lipca 2013 w kategorii Akcesoria dla malucha, Bezpieczeństwo | Brak komentarzy

Przychodzi taki czas, że nasz maluch wyrasta z nosidełka samochodowego, w którym przecież dopiero co przywieźliśmy Go do domu ze szpitala…
I wówczas rodzic staje przed dylematem, jaki fotelik samochodowy wybrać.
Oferta fotelików na rynku jest szeroka. Nie będę ich tutaj klasyfikować, bo jest to czytelnie zrobione na popularnej stronie, specjalizującej się w testach fotelików.
Napiszę o foteliku, który my wybraliśmy po wielu godzinach szczegółowych analiz oraz o przyczynach, z powodu których wybraliśmy akurat ten.

Nasz typ to nowy Recaro Young Sport w kategorii wagowej 9-36 kg za ok. 750 zł.

  1. Dlaczego wybraliśmy nowy a nie używany? – bo nigdy nie ma się pewności, jak był eksploatowny fotelik „z drugiej ręki”, czy nie był narażany na skoki temperatury i wilgoć (co osłabia jego wytrzymałość), ale co najważniejsze, czy nie brał udziału w wypadku samochodowym, co go przecież od razu dyskfalifikuje, a nie zawsze sprzedawca będzie się poczuwał do obowiązku, żeby o tym powiedzieć.
  2. Dlaczego zdecydowaliśmy się na tak szeroką kategorię wagową? – bo nasz maluch urodził się duży i szybko przybiera na wadze, a nie stać nas na wymianę fotelika co roku, nie lubimy mnożenia bytów, nie mamy też miejsca, aby tego typu sprzęt przechowywać. Zdaję sobie sprawę z tego, że foteliki z mniejszych przedziałów wagowych, są lepiej dostosowane do małych organizmów, przec to już w samej swej istocie – pewnie bezpieczniejsze, ale opinię o tym, że foteliki z grupy wagowej 9-36 kg nie stanowią żadnej ochrony dla dziecka – uważam za grubo przesadzoną.

Zalety ww. modelu:
– bardzo duże zagłówki, które chronią i podtrzymują glówkę dziecka – zwłaszcza podczas bezwładności, spowodowanej snem,
– wystarczająca ochrona dla pasa miednicy dziecka,
– łatwość szybkiego wydostania dziecka i intuicyjność zapięć (co w mojej ocenie, jest nie bez znaczenia w nagłej sytuacji, lub podczas wypadku, gdy konieczna jest natychmiastowa reakcja choćby świadków wypadku),
– łatwość montażu w samochodzie (w braku systemu Isofix, został zamontowany za pomocą pasów),
– szeroka gama kolorystyczna,
– łatwość obsługi i dostępu do fotelika (choć tu zaznaczam, że mamy samochód typu mini van, więc miejsca wokół fotelika jest już z definicji sporo),
– pięciopunktowe pasy,
– relatywnie przystępna cena.

Zauważone wady fotelika:
– ciężki jak Rosomak, ale na szczęście jest zamontowany na stałe w jednym pojeździe i nie trzeba go przekładać do innego,
– minimalna możliwość zmiany pozycji fotelika do spania, co akurat naszemu dziecku nie przeszkadza (więc nam też nie),
– dziecku pocą się plecy i pupa, ale umiarkowanie.

Informacje dodatkowe, które moga być przydatne:
1. Testy fotelików przeprowadzane przez ADAC.
ADAC (niemiecki związek motorowy) co roku przeprowadza testy na fotelikach samochodowych różnych producentów we wszystkich grupach wagowych, biorąc pod uwagę m.in. zawartość substancji szkodliwych, ergonomię, obsługę fotelika, bezpieczeństwo, cenę, czyszczenie.
ADAC jest na tyle wpływową organizacją, że producenci fotelików walczą o przyznanie jak największej liczby gwiazdek w testach tego zrzeszenia. My postanowiliśmy się wgłębić w zakres tych testów i doszukaliśmy się informacji, że testy zderzeniowe fotelików przez ADAC są robione wybiórczo (z informacji, do których dotarłam – przeprowadzane są najbardziej „popularne” zderzenia, tj. przednie i boczne), nadto crashtesty wykonywane są przy 60 km/h. Informacje te spowodowały, że przestała nam imponować ilość gwiazdek, przyznawana fotelikom zarówno przez tą organizację, jak i w ogólności. Oczywiście nie twierdzę, że wyniki tych testów są bezwartościowe, ale uważam, że nie należy im ufać bezkrytycznie i bezgranicznie, a samemu obejrzeć fotelik i zastanowić się, jak będzie eksploatowany.

2. Testy innych organizacji: OEAMTC, AA i ANWB.
Uczciwie powiem, że po rozebraniu na czynniki pierwsze testu ADAC, straciłam zapał do zapoznawania się z wynikami testów kolejnych prestiżowych i znanych na całym świecie organizacji. Ich analizę zostawiam najbardziej zdeterminowanym.

2. Pocenie się dziecka w foteliku.
W jakim foteliku dziecku nie pocą się plecy i pupa?
Według mnie – w żadnym.
Foteliki mają jedną cechę wspólną – otulają wręcz dziecko, przez co nie ma na plecach przepływu powietrza. Mogą być oczywiście powleczone materiałami oddychającymi, przewiewnymi, etc., ale i tak sa wyściełane gąbką lub jej alternatywą dla uzyskania komfotu i odpowiedniej miękkości. A fundamentem konstrukcji fotelików jest najczęściej styropian. Aż się prosi, aby zrobić w nim otwory wentylacyjne dla pleców dziecka, ale nie trzeba geniusza,  żeby stwierdzić, że osłabiłyby one konstrukcję fotelika, a tym samym bezpieczeństwo dziecka. Pozostaje robienie częstych przerw w podróży, co wyjdzie na zdrowie nie tylko dziecku, ale też pozostałym podróżującym.

3. Absolutne „NIE!” dla fotelików z tzw. osłoną tułowia zamiast pięciopunktowych pasów.
W internecie można znaleźć bez trudu film, dokumentujący wynik testu zderzeniowego (dachowanie) samochodu, w którym zainstalowany był fotelik z osłoną tułowa.  Fotelik z taką osłoną podczas wypadku chroni klatkę piersiową i jamę brzuszną dziecka lepiej, niż fotelik z pasami, czego dowodzą wyniki licznych testów prestiżowych organizacji, ale nie stanowi żadnej ochrony dla dziecka w przypadku dachowania. Filmik podział na moją wyobraźnię.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *