Navigation Menu+

Buciki – trudny wybór.

Opublikowano dnia 6 maja 2014 w kategorii Dla dziecka, Odzież i obuwie, Profilaktyka | Brak komentarzy

Przychodzi taki moment w życiu każdego rodzica, gdy jego pociecha zaczyna wstawać i usiłuje stawiać pierwsze kroki.
Jest to chwila, gdy rodzic powinien zdecydowanie baczniej wybierać obuwie dla swojego dziecka.
Właściwy dobór bucików i papci (w których dziecko spędza zdecydowanie najwięcej czasu), zaprocentuje postępami w trudnej nauce chodzenia, prawidłowym stawianiem małych stóp na podłożu, bezpieczeństwem pierwszych i następnych kroków, prawidłowym rozwojem stóp, a nawet radością dziecka z ich ubierania.
Z wyborem odpowiedniego obuwia dla dziecka jest jak z nauką jazdy samochodem. Na początku, to czarna magia.
Nie inaczej było ze mną. Oczytana i zaznajomiona z wieloma źródłami (w tym opracowaniami naukowymi lekarzy ortopedów), stanęłam przed półką z małymi bucikami, usiłując wybrać pierwsze sandałki dla syna.
Po pierwsze, oniemiałam z powodu ceny. Wszak 119 zł za sandałki dziecięce w rozmiarze 19, które posłużą może ze 2 miesiące, jest nieporozumieniem (!).
No cóż, drodzy Rodzice, kupując buty dla swoich dzieci nastawcie się, że są one po prostu drogie.
Kupiłam wówczas te sandałki za 119 zł, bo były całe z naturalnej skóry licowej (a więc minimalizowały ryzyko odparzenia w trakcie upałów), sięgały za kostkę (odpowiednio stabilizując staw skokowy), miały poręczne zapinki, pozwalające na regulację ciasności, no i były ładne. Syn ponosił je miesiąc.

Po drugie, co znaczy odpowiedni rozmiar bucików?
Nie mogą być za duże, bo choć starczą na dłużej, to dziecko będzie się przewracać i je koślawić. Tym bardziej, nie mogą być za małe.
Jak zatem skutecznie zmierzyć długość stopy u dziecka, by mieć pewność co do rozmiaru?
Czytałam o odrysowywaniu stópki dziecka na kartce papieru, przykładaniu kijka do podeszwy stopy, albo o stawianiu stópki dziecka piętą przy ścianie i zaznaczaniu długości przy dużym palcu… „Konia z rzędem” temu, kto przytrzyma ciekawe świata dziecko, w takiej pozycji przez czas, potrzebny do rzetelnego pomiaru. Moje dziecko się wiło, rechotało i nagminnie uciekało, będąc przy tym przekonanym, że jest to nowa zabawa. Zdjęty pomiar posłużył nam tylko orientacyjnie.
Aktualnie moja metoda jest taka: przyjmuję, że syn nosi buciki w rozmiarze 23-24. Kupując Mu nowe buty, sadzam Go na krześle w sklepie i przykładam nowy bucik do stopy od spodu. Krawędź podeszwy buta wystaje o 2-3 mm od pięty (z uwagi na wystającą kość piętową). Nad palcami natomiast bucik ma wystawać o 5-7 mm. Następnie robię to samo z drugą stópką, bo może się okazać większa. Jeżeli ww. kryteria są spełnione, zakładam buciki dziecku na stopę i starannie zapinam. Stawiam syna na podłodze i kciukiem naciskam przód buta, aby starać się wyczuć duży palec. Przyjmuję zasadę, że bucik ma być o ok. 5 mm większy, niż stópka dziecka. Ostatni test wykonuje mój syn. Pozwalam Mu pobiegać chwilę po sklepie w nowych bucikach i obserwuję Jego reakcję oraz czy prawidłowo stawia stopy, czy się nie przewraca, itp.
Inne kryteria, jakimi się aktualnie kieruję przy zakupie butów dla naszego syna:
1. Skóra, skóra i jeszcze raz, skóra.
No bez przesady, bo kapci basenowych ze skóry nie kupię, ale rzeczywiście stawiam na naturalne materiały. Na pierwszym miejscu – naturalna skóra licowa od wewnątrz i na zewnątrz. Przepuszcza powietrze, chroni przed chłodem, nie odparza, jest łatwa w czyszczeniu i konserwacji. Buty ze skóry naturalnej są droższe, ale oceniam, że w gruncie rzeczy chodzi tu o zdrowie małej stopy i jej codzienny komfort.
2. Elastyczna podeszwa, zginająca się w śródstopiu na wysokości palców malucha.
Podstawowy i zupełnie dla mnie niezrozumiały, powszechny błąd producentów obuwia dla dzieci – zginanie podeszwy w środkowej części buta. Niech któryś z producentów raczy zgiąć w tym miejscu własną stopę, może wówczas wzbogaci swoją wyobraźnię. Wybierając buty, zginam ich przód i patrzę na miejsce, w którym następuje zgięcie samoistne. Gdy but zgina się w połowie, dyskwalifikuję go.
3. Cholewka buta sięgająca za kostkę.
Póki nasz syn w dalszym ciągu doskonali sztukę chodzenia, będzie nosił buciki z wyższą cholewką, sięgającą nad kostkę. Taka cholewka stabilizuje staw skokowy i chroni go przed urazami.
4. Sznurowadła przed rzepami.
Nasz syn, z odwiązywaniem sznurowadeł radzi sobie równie skutecznie, co z zapięciem na rzep. Preferuję sznurowadła z tego powodu, że rzepy się wyrabiają.
5. Rozsądna cena.
Oczywiście, jest to pojęcie względne, ale co do zasady nie kupuję butów „markowych”, bo zazwyczaj nie są warte swojej ceny. Wyjątek stanowią dla mnie buty Gucio. Dla spokoju sumienia i portfela przyjęłam, że buty zimowe i przejściowe ze skóry licowej, kosztują 120-140 zł.

Na koniec, parę słów o papciach domowych.
Dziecko spędza w nich zdecydowanie więcej czasu, niż w butach wyjściowych. Z tego powodu uważam, że papcie również trzeba kupować „z głową”. W początkowej fazie, gdy dziecko raczkuje lub stawia pierwsze kroki, papcie powinny mieć zabudowane palce. Gdy dziecko już chodzi (a zazwyczaj biega), papcie powinny być dobrze wentylowane (mieć otworki), żeby stópka się nie pociła. Warto poszukać takich papci z naturalnych materiałów, ze skórzaną wkładką. Gdy dziecku będzie w nich wygodnie, wzrasta szansa na to, że będzie je nosiło.
Życzę powodzenia na zakupach!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *